Torrentów: 146437      Ranga: Gosc               Stwórz konto Odzyskiwanie hasła


Kategorie
Filmy
 ⇒ DivX - XviD
 ⇒ RMVB
 ⇒ DVD-R
 ⇒ TV + Seriale
 ⇒ HDTV-HD
 ⇒ VCD - SVCD
 ⇒ x 264
 ⇒  3D
Gry
 ⇒ Gry PC
 ⇒ Gry Konsole
 ⇒ xbox360
Muzyka
 ⇒ Muzyka
 ⇒ Teledyski/Koncerty
Książki - Komiksy
 ⇒ E-Booki + Audio
 ⇒ Komiksy
Inne
 ⇒ XXX
 ⇒ Dla Dzieci
 ⇒ Sport
 ⇒ Pozostałe - Różne
 ⇒ Manga - Anime
 ⇒ GSM - PDA
Aplikacje
 ⇒ Windows
 ⇒ Linux + Macintosh



Detale torrenta

ELOY - OCEAN (1977) [FLAC] [FALLEN ANGEL]
Kondycja:
Dodane: 12/08/2018
Rozmiar: 235.22 MB
Uploader: Fallen_Angel

seed(ów): 3
leecher(ów): 2
Pobrane: 14





Ocena: N/A

...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...



Płyta „Ocean” ma status pośród fanów niemal kultowy. Czy mniej, czy bardziej słusznie to już pozostaje kwestią subiektywnej oceny. Fakt pozostaje faktem, że ten wydany w 1978 roku krążek był dla Eloy takim przełomem jak „Ciemna Strona Księżyca” dla Floydów.

Przede wszystkim płytę przygotowano bardzo starannie. Nie chodzi nawet o stronę graficzną wydawnictwa (pędzla Wojciecha Siudmaka), ale o koncept i całą oprawę. Bębniarz Jurgen Rosenthal (niczym Neil Peart w Rush) używał łapek nie tylko do tłuczenia po garnkach, ale również do nabazgrolenia kilku zgrabnych tekstów, pobudzając wodze fantazji tu i ówdzie. Na warsztat poszła mitologia grecka i utopijna legenda Atlantydy.

Poprzez śpiew Bornemanna i melorecytacje Rosenthala grupa snuje opowieść o powstaniu Atlantydy, w której władzę dzierżyli potomkowie Posejdona i Klejto („Poseidon’s Creation”), o ukształtowaniu cywilizacji ukazującym, że mogą oni przetrwać jedynie w grupach czyniąc to współistnienie jako przyczynę rozwoju struktur dominacji, ucisku („Incarnation Of The Logos”), egoizmu oraz żądzy władzy („Decay Of The Logos”), a skończywszy na gniewie bogów i unicestwieniu wyspy przez wysłanie „boskiego pocisku” (co wywołać miało trzęsienia ziemii i potop według opisu Platona) z ukrytym happy-endem, że odłamki skał Atlandyty rozsypane po całej Ziemii mogą wzrosnąć ponownie dzięki ludzkiej mocy i ujawnić wszystkie tajemnice. Niemniej przesłanie zdawało się być uniwersalne; pomimo wymarzonych warunków cywilizacyjnych społeczeństwo skazało się samo na zagładę poprzez egoizm i chciwość, które zdominowały jego egzystencję.

Kiczowate, górnolotne? Dla niektórych może i tak. Jednak to przede wszystkim muzyka broni płyty, a nie jej liryczna oprawa.

„Poseidon’s Creation” to blisko 12-minutowa epopeja, pozostająca jedną z wizytówek zespołu. Mówię o tym z (być może) przesadnym sentymentem, zapewne dlatego, że był to pierwszy utwór Eloy, jaki usłyszałem w życiu, i do dziś pamiętam, jak te otwierające kilka minut wstrząsnęło moim kilkunastoletnim wówczas umysłem i wyryło w mojej pamięci nieusuwalne „szkody”. Było to jak guz, który siedzi w mózgu i czeka, aby się wylać i sparaliżować na amen. Tak jest ze mną. Niemal za każdym razem, gdy słyszę pierwsze dźwięki gitary, pulsujące tempo sekcji rytmicznej i wejście syntezatorów zastygam bezruchu jak wytresowany pies.

Jednak „Poseidon’s Creation” to nie tylko sam wstęp. Utwór ten należy rozpatrywać jako całość, z niepowtarzalnym klimatem, świetnymi partiami instumentalnymi i umiejętnie połączonymi ze sobą kolejnymi, płynnie przechodzącymi tematami.

„Incarnation Of The Logos” nie miał w planie wbić tak w glebę. Zaczyna się sennie i delikatnie z przeplatanymi wokalizami Bornemanna i recytacjami Rosenthala na tle zwiewego klawiszowego podkładu, by dopiero gdzieś w połowie po wejściu basu i bębnów nabrać bardziej żywego charakteru, okraszonego świetną partią klawiszową Detleva Schmidtchena.

„Decay Of The Logos” to również pierwszorzędna progresywna jazda z kilkoma ciekawymi - by momentami nie rzecz skrajnymi - przejściami i zmianami nastroju, jednak wieńczący całość „Atlantis\' Agony At June 5th - 8498, 13 PM Gregorian Earthtime” zdawać się może punktem kulminacyjnym wydawnictwa.

Blisko 16-minutowy finał płyty ma bardzo przemyślany układ. Wprowadzająca zapowiedź Rosenthala, mroczny i złowrogi wstęp z niezapowiadającym katastrofy pasażem Schmidtchena (brzmiący jak zapowiedź kolejnego, normalnego dnia w mieście niczym hejnał mariacki), przechodzi w coraz bardziej wciągający i niemal psychodeliczny fragment z odliczaniem Bornemanna i świetną klawiszową partią, wieńcząc całość niezwykłym (zwłaszcza) perkusyjnym pędem.

„Ocean” był niezaprzeczalnym, niespodziewanym i spektakularnym sukcesem zespołu, nie tylko artystycznym, ale i komercyjnym. W Niemczech płyta wspięła się do 28. miejsca na liście najlepiej sprzedających się płyt, utrzymując się na niej przez ponad 14 tygodni. Do dziś płyta pozostaje u naszych zachodnich sąsiadów najlepiej sprzedającym się krążkiem jakiegokolwiek niemieckiego zespołu progresywnego w historii (uhonorowany zresztą swego czasu przez EMI). Poza tym grupa zaczęła odnosić sukcesy poza granicami kraju; wpierw m.in. we Francji, a potem (co zdaje się być oczywiste, biorąc pod uwagę tematykę wydawnictwa) zwłaszcza w Grecji, gdzie miała status megagwiazdy wyprzedając koncerty w największych halach w Atenach i Salonikach w przeciągu kilku godzin.

Sukces równie niespodziewany, co zasłużony. Wartość liczb osiągniętych na listach ma podwójne znaczenie, jeśli spojrzymy na metrykę płyty. Punk kwitł w najlepsze, nawet w Niemczach, a Eloy wkrótce stało się celem ataków miejscowej prasy w równie bezpardonowy sposób co Pink Floyd, Yes, czy ELP na Wyspach.

Jednak Bornemann i spółka nie dawali za wygraną...

Paweł Horyszny





Wydany w 1977 roku \"Ocean\" jest szóstym długogrającym albumem niemieckiej progresywnej grupy Eloy. Wokalista zespołu, Frank Bornemann, wykonał tu wszystkie utwory w języku angielskim i niekoniecznie zrobił to w 100% poprawnie, dlatego płyta spotkała się z krytyką wśród ówczesnych tekściarzy i muzyków.

Ocean jest jednak zdecydowanie jednym z najdziwniejszych, najbardziej zaskakujących i fascynujących albumów tego gatunku, jakie kiedykolwiek słyszałam. Muzyka mogłaby się na pozór wydawać prosta, momentami nawet monotonna - ale nic bardziej mylnego. Tytuł tego krążka jest jak najbardziej adekwanty do odczuc, jakich można się po nim spodziewać. Słowa, które tylko po części oddają jego charakter to: kuriozalny, nietuzinkowy, niezwykły, czasami niepokojący, a to wszystko poprzeplatane z harmonią, ładem i porządkiem. Album ten jest swojego rodzaju opowieścią o odległym, nieznanym, baśniowym, a raczej mitologicznym świecie. Głębia, której nie da się opisać słowami, bije z każdego zakątka tej wspaniałej płyty.

Utwór otwierający, \"Poseidon\'s Creation\", jest opowieścią o Atlantydzie - mitycznej, obfitej w bogactwa natury, krainie, będącej miejscem istnienia rozwiniętej cywilizacji. Wyspa ta została jednak zniszczona przez serię trzęsień ziemi i zatopiona przez wody morskie. Pojawia się tu imię mitologicznego boga Posejdona, władcy mórz i oceanów, który dla bezpieczeństwa wyspy otoczył ją wysokimi wałami i szerokimi fosami. Potomkowie Posejdona oraz ziemskiej kobiety imieniem Kleito, zbudowali wspaniałe miasto. Na wzgórzu postawili królewski pałac ze świątynią Posejdona w środku. Była ona otoczona złotymi murami i wyłożona srebrem... Jak śpiewa Bornemann - oczy ludzkie nigdy wcześniej nie widziały czegoś takiego. To najbardziej lubiany przeze mnie kawałek Elojów z tej płyty. Pasaż instrumentów trwa prawie do piątej minuty, w tle dźwięki naśladujące odgłosy echa gdzieś w głębinach... Następnie wchodzi wokal. Frank śpiewa nieprzerwanie przez ponad trzy minuty, a utwór kończy się melodią z charakterystyczną dla grupy \"skaczącą\" gitarą, klawiszami oraz chórami. Całość trwa niecałe 12 minut

Kolejnym utworem jest \"Incarnation Of The Logos\", rozpoczynający się od słów: \"No native soil, no ocean, no salty wave, no sky above\"... Żadnych żyjących istot, żadnego ruchu, żadnych kolorów, żadnych patrzących oczu. Na rodzimej ziemi nastała kompletna pustka. Gwiaździste niebo, Księżyc, Słońce i nieświadome planety zdają się tkwić w bezruchu. Obok śpiewającego Bornemanna można usłyszeć co jakiś czas także głos basisty zespołu - Klausa Petera Matziola, który odgrywa tu rolę narrratora, wtrącając co jakiś czas słowa pomiędzy śpiew Franka. Matziol w tekście nawołuje do wewnętrznego przebudzenia się. Na ziemi coś zaczyna się dziać. Nagle ukazuje się światło, horyzont otwiera się, napełnia głosem. Wszystko zaczyna się puruszać i drżeć. Powstaje żywa istota, na dwóch nogach. Utwór zaczyna się spokojnie i wraz z rozwojem sytuacji nabiera tempa. Pierwszą część tekstu kończą powtarzające się kilka razy słowa \"Primary procreation is accomplished\" - \"Pierwotna prokreacja została dokonana...\" Później następuje część instrumentalna, kilka wersów śpiewu i to już koniec utworu.

Trzeci kawałek na płycie - \"Decay Of Logos\" - to \"oddanie chwały władcy\". Mowa tu o przemocy, śmierci, obowiązku, ofierze, krwi, czy bólu. Dość ciężki utwór, zarównie muzycznie, jak i tekstowo. Jednak przede wszystkim specyficzny rytm i brzmienie są elementami, które odrazu przykuwają uwagę słuchacza

Płytę zamyka \"Atlantis\' Agony At June 5th - 8498, 13 p.m. Gregorian Earthtime (15:35)\", rozpoczynający się monologiem Matziola. Zanim usłyszymy głos Franka mija ponad osiem minut.W swym katastroficznym monologu Klaus przywołuje tym razem bogów egipskich: Hathor oraz Re i nawiązuje tu do metafizyczno-ezoterycznej koncepcji tzw. Oka Horusa, symbolu oka Boga pilnującego ludzi. Świetne efekty dzwiękowe tworzą wrażenie ogromnej przestrzeni, ciemności, kosmosu, szumu wiatru, a zarazem wzniosłości i potęgi. Instrumenty wyprzedzają się wzajemnie. Album kończy się podsumowującym całość przekazu stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy cząstką oceanu, zagubieni i wystraszeni.

\"Ocean\" zdaje się być dokładnie przemyślanym albumem. Po pierwszym przesłuchaniu można mieć odczucie, że jest tu sporo improwizacji, ale kiedy wsłuchamy się dokładniej, zobaczymy, że każdy, nawet najmniejszy szczegół jest przemyślany i dopracowany. Genialne gitary, lekko drżący wokal, tekst który porusza wyobraźnię (np. w \"Poseidon`s Creation\") oraz doskonale wręcz budowane napięcie (\"Incarnation of Logos\"), intonacja głosu Bornemanna współgra z intrumentami tworząc niezwykły efekt. Jak dla mnie, ta płyta jest dziełem sztuki.

Czarna




1.Poseidon\'s Creation [11:42]
2.Incarnation Of The Logos [8:25]
3.Decay Of The Logos [8:17]
4.Atlantis\' Agony at June 5th - 8498, 13 PM Gregorian Earthtime [15:38]




Frank Bornemann - śpiew, gitara prowadząca
Detlev Schmidtchen - instrumenty klawiszowe
Klaus-Peter Matziol - gitara basowa
Jürgen Rosenthal - bębny, melorecytacje



https://www.youtube.com/watch?v=GInqYG7uoso


POZWÓL POBRAĆ INNYM, NIE BĄDŹ ŚWINIĄ!!!





INITIAL SEEDING. SEED 14:30-23:00.
POLECAM!!!

START JAK BĘDĄ CHĘTNI...
Podobne torrenty
[Muzyka] ELOY - COLOURS (1980) [FLAC] [FALLEN ANGEL]
[Muzyka] ELOY - POWER AND THE PASSION (1975) [FLAC] [FALLEN ANGEL]
[Muzyka] ELOY - INSIDE (1973/2000) [FLAC] [FALLEN ANGEL]
[Muzyka] ELOY - SILENT CRIES AND MIGHTY ECHOES (1979/2005) [FLAC] [FALLEN ANGEL]
[Muzyka] KEITH TIPPETT - UNE CROIX DANS L\'OCEAN (1995) [FLAC] [FALLEN ANGEL]
[Muzyka] EXODUS - NADZIEJE, NIEPOKOJE (1977/2006) [FLAC] [FALLEN ANGEL]
[Muzyka] ANETA £ASTIK - BALLADY BU£AWA OKUD¯AWY (1977) [FLAC] [FALLEN ANGEL]
[Muzyka] JOHN GREAVES, PETER BLEGVAD & LISA HERMAN - KEW. RHONE. (1977/2004) [FLAC] [FALLEN ANGEL]
[Muzyka] ELOY - THE VISION, THE SWORD & THE PYRE-PART 1 (2017) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]
[Muzyka] JUDAS PRIEST - SIN AFTER SIN (1977/2011) [WMA] [FALLEN ANGEL]
Szczegóły torrenta
Trackerudp://tracker.leechers-paradise.org:6969
Multitracker
Kategoria: » Muzyka
Dodane12/08/2018 13:08:48
Ostatnie Uaktualnienie12/08/2018 21:11:31
Pokaż/Ukryj pliki:
9 plików
NIKT JESZCZE NIE DODAŁ KOMENTARZA

DODAJ KOMENTARZ
Więcej Emoticon



Wstecz

Żaden z opisanych na stronie plików nie jest przetrzymywany na serwerze. Administrator strony immortaltorrent.pl nie może ponieść konsekwencji prawnych za to co użytkownicy zamieszczają lub piszą na stronie.
Nie możesz używać tego serwisu do rozpowszechniania lub ściągania materiałów do których nie masz odpowiednich praw lub licencji. Użytkownicy zobowiązani są do przestrzeganie tych zasad.
Rejestracja konta jest jednoznaczna z akceptacją zasad.

2018 © immortaltorrent.pl


Najlepsze strony Torrentowe